„Miłość, bowiem jest dawaniem i przyjmowaniem daru. Nie można jej kupować ani sprzedawać. Można się nią tylko wzajemnie obdarowywać.” .
/ św. Jan Paweł II „Gratissimam sane” nr 11/
ŚWIADECTWO ANI I TOMKA
Piękna, ciepła lipcowa noc w górach. Gwiazdy świeciły bardzo jasno, mnóstwo gwiazd. I my... Leżeliśmy pod tym pięknym niebem i rozmawialiśmy do rana. Oboje czuliśmy, jakbyśmy znali się od zawsze, jakby czas się zatrzymał...

Od tego czasu minęło już prawie 15 lat, prawie 12 lat naszego małżeństwa, a my zaczynamy od nowa... Tym, co za chwilę przeczytacie, chcemy dać świadectwo Bożej Miłości. Świadectwo tego, jak wielkich rzeczy może Bóg dokonać , jeśli tylko otworzymy nasze serce na Jego działanie. Nawet, gdy wydaje się, że nie ma już żadnej nadziei, On działa a Jego miłosierdzie jest nieskończone.

Oboje pochodzimy z rodzin chrześcijańskich, gdzie wiara była praktykowana i my staraliśmy się żyć, zgodnie z zasadami wyniesionymi z domu. Jednak, patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego, nigdy nie było w tym wszystkim głębi, a Boga zepchnęliśmy tak naprawdę na bok.

Codzienne problemy staraliśmy się rozwiązywać, ale ciągły brak porozumienia i patrzenia "w jednym kierunku" był bardzo namacalny. Oczywiście było wiele i dobrych chwil, kiedy staraliśmy się bardziej. Niemniej jednak oddalaliśmy się od siebie, z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej. Na zewnątrz oczywiście pozory, że wszystko jest jak najbardziej w porządku – taki obrazek mieliśmy dla innych, a w domu - coraz częstsze kłótnie i zamykanie się na siebie coraz bardziej i bardziej. Staraliśmy sie trwać przy Bogu, żyć według zasad wyniesionych z domu i dawać przykład wiary dzieciom, ale teraz dopiero widać jakie to było powierzchowne. Z biegiem czasu było coraz gorzej. Oboje dużo pracowaliśmy, do tego doszły obowiązki związane z wychowaniem dzieci i rozpoczęta budowa domu. Rozmawialiśmy ze sobą, ale na tematy związane z dziećmi, z domem, w sprawach koniecznych do codziennego funkcjonowania. A nasze serca obrastały coraz większą skorupą. Często nawet nie zastanawialiśmy się nad naszym życiem i relacjami, można powiedzieć, że w pewien sposób przywykliśmy do takiego życia...

ANIA: Przychodziły takie chwile, że wydawało mi się, że gdyby nie nasze córeczki, już dawno nie bylibyśmy razem, że oprócz naszych dzieci nic nas już nie łączy. Tomek coraz bardziej zaczął się odcinać nawet już od spraw związanych z wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu. To wszystko, co się działo nasilało jeszcze mój i tak wybuchowy temperament, co z kolei powodowało, że mój mąż coraz bardziej się na mnie zamykał – błędne koło. Nasza seksualność była w kompletnych gruzach. Z każdą kolejną ciążą gorzej. Z jednej strony potrzeby męża, a z drugiej moja coraz większa niechęć do współżycia i strach. Im bardziej on nalegał, tym bardziej mnie tym odpychał. Brak zrozumienia i miłości, który ciągle mi towarzyszył, tylko wszystko to potęgował. Nie widziałam w naszych zbliżeniach już nic pięknego, zwykła "pańszczyzna". Do tego jeszcze w najbardziej trudnych momentach wracała bulimia, z którą mierzyłam się jako nastolatka. Zaczęłam szukać akceptacji i zrozumienia gdzieś indziej. Sprawiało mi przyjemność jak inni mężczyźni zwracali na mnie uwagę. Często sama prowokowałam. Nigdy fizycznie nie doszło do zdrady, ale sms-y, rozmowy sprawiały mi chwilową radość.

TOMEK: Od lat nastoletnich byłem uzależniony od pornografii i masturbacji. Alkohol w domu, potem brak ojca, koledzy, którzy wciągnęli mnie w to bagno, internet, powodowały, że straciłem kontrolę nad swoją seksualnością. Wstyd przed tym, co robię nie pozwolił mi się do tego przyznać komukolwiek przez te wszystkie lata. Nawet podczas spowiedzi nie miałem odwagi... Z takim "dorobkiem", w kłamstwie przystąpiłem do sakramentu małżeństwa i trwałem w tym grzechu coraz bardziej się pogrążając. Tak minęło około 7 lat naszego małżeństwa. Punktem zwrotnym okazała się msza o uzdrowienie, na którą pojechaliśmy. Tam zostałem od tego nałogu uwolniony.

Szatan jednak nie spał. Uderzył z innej strony w słaby punkt. Szybko pojawiła się kobieta i zacząłem zdradzać żonę. Pojawiły sie wyrzuty sumienia i wszystko się skończyło. Jednak po około 4 latach znów się zaczęło. To było już po naszej wprowadzce do nowego domu i tuż przed rekolekcjami OBDAROWANI. Wyrzuty sumienia dawały o sobie znać coraz bardziej, nieraz myślałem nawet o odebraniu sobie życia. W drodze do pracy w ostatnim czasie prawie codziennie modliłem się, żeby Bóg dał mi siły, abym z tym wszystkim skończył.

ANIA:Tak żyliśmy obok siebie przez ponad 11 lat, chyba nigdy do końca jako jedność. Z zewnątrz jako przykładne małżeństwo, bo wiele osób tak nas postrzegało, a wewnątrz tyle "brudu" i zakłamania. Nowo wybudowany dom, a ruina w życiu. Tak było do czasu rekolekcji dla małżeństw OBDAROWANI. Dowiedzieliśmy się o nich przypadkiem i tak trochę bez przekonania się zapisaliśmy. Teraz wiemy, że to nie był żaden przypadek. Bóg działał w naszym życiu cały czas, czekał tylko na odpowiedni czas, czekał aż otworzymy nasze serca. Postawił nam na drodze takich ludzi, którzy nas pokierowali tam, gdzie trzeba było.

TOMEK: Już w drodze na rekolekcje głos podświadomości (teraz wiem, że to był głos Boga) mówił, że nie mogę tak dłużej trwać w grzechu i żyć w kłamstwie i w czasie tych rekolekcji powiem o wszystkim żonie. Próbowałem zagłuszyć to, co słyszę. Strach nadal mnie paraliżował. Moje myślenie zmieniło się jeszcze w trakcie podróży. Mniej więcej w połowie drogi przy prędkości około 100km/h na autostradzie pękł w samochodzie wężyk hamulcowy, co za tym idzie działał tylko hamulec ręczny. Nie dość, że nic nikomu się nie stało to jeszcze udało sie znaleźć mechanika (sobota około g. 14!). Problemem okazało się znalezienie odpowiedniego wężyka, który pasowałby do tego auta. Zacząłem się modlić "Ojcze nasz... bądź wola Twoja..." Mimo kłopotów, auto udało się naprawić i to bardzo szybko. Pojechaliśmy dalej , a w myślach modliłem się już; "Boże Ty jesteś Bogiem, Ty mnie prowadź. Cokolwiek postanowisz, ja przyjmę to z pokorą."

ANIA: Pamiętam, kiedy już w czasie trwania rekolekcji, modliłam się w kaplicy: "Boże skoro już tu jesteśmy, skoro nas tu przyprowadziłeś, pomóż nam naprawić nasze relacje, pomóż odnowić to, co zepsute, pomóż spojrzeć znów na siebie z miłością..."

Bardzo przeżyłam modlitwę przebaczenia. W momencie kiedy mój mąż prosił mnie o przebaczenie poczułam, że przebaczam mu wszystko – to, o czym wiem i to, czego nie wiem. Czułam to całym sercem. Tego samego wieczoru Tomek się otworzył. Opowiedział mi całe swoje życie - wszystko, co wcześniej ukrywał..

TOMEK: Bóg wskazał najodpowiedniejszy moment na wyznanie wszystkiego. Nie łatwo stanąć w prawdzie po tylu latach. Miałem też świadomość, że niewyobrażalnie zranię swoją żonę tym, co wyznam. W momencie kiedy zrzuciłem ten cały ciężar, wyznałem wszystko Ani i wyspowiadałem się, kiedy otworzyłem wreszcie "swój grób", poczułem wielką ulgę i ogromną miłość Boga, tak jakbym otrzymał nowe życie. Poczułem się naprawdę wolny.

ANIA: Po tym, co wyznał Tomek, poczułam jak "rozpadam się na kawałki". Nie mogłam uwierzyć, że to, co słyszę, słyszę naprawdę. Tyle bólu... Jak żyć po tym wszystkim? Jak wybaczyć? Szybko przyszła myśl, że przecież już wybaczyłam...tego samego wieczoru, kiedy oboje prosiliśmy siebie o wybaczenie podczas nabożeństwa... Płakaliśmy oboje tej nocy... Wszystko, co do tej pory budowaliśmy, okazało się iluzją, zupełną fikcją. Nasze wspólne życie okazało się kompletną ruiną.

Modlitwę o uzdrowienie kolejnego wieczoru przeżyliśmy oboje z wielką ufnością i nadzieją. Tej nocy stało się coś nieoczekiwanego. Doszło między nami do cielesnego zjednoczenia. Oboje czuliśmy tę jedność. To było piękne, czyste uczucie, którego nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy. Oboje płakaliśmy ze szczęścia. Bóg dał nam "czystą kartę", obdarował nas piękną nową miłością małżonków. Nasze małżeństwo tego wieczoru zostało uzdrowione. Nasza miłość ocalała w obliczu wielkiej próby i jest teraz o wiele dojrzalsza. Zaczynamy od nowa, pamiętając tę piękną noc w górach, kiedy czas na chwilę się dla nas zatrzymał. Zaczynamy na mocnym fundamencie, z czystymi sercami, z Bogiem, który nas kocha i dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Jego Miłość zmieniła nasze życie. Chcemy znowu budować nasz wspólny świat, pamiętając, co przyrzekaliśmy sobie przed Bogiem.

CHWAŁA PANU!